Czy święci z monumentów czują strach? Ludzkie oblicze Męczennic z Nowogródka

Gdy patrzymy na ołtarze, błogosławieni i święci często wydają się nam postaciami z odległego świata - idealni, wolni od lęku, wręcz stworzeni do heroizmu. Jednak 5 marca 2000 roku, gdy Jan Paweł II wynosił na ołtarze jedenaście nazaretanek z Nowogródka, przypomniał, że były to przede wszystkim konkretne kobiety. Kobiety o różnych charakterach, słabościach i marzeniach, które w dramatycznym momencie historii stanęły przed wyborem ponad ludzkie siły.

Obraz olejny przedstawiający sylwetki jedenastu sióstr zakonnych w czarnych habitach, patrzących od tyłu w stronę wielkiego, jaśniejącego złotym światłem krzyża w ciemnym lesie o świcie.

4 września, kiedy Kościół wspomina ich męczeństwo, warto zadać sobie pytanie: kim były, zanim połączył je las pod Batorówką i wspólna mogiła?

Wspólnota zrodzona z różnic

Przełożona, s. Maria Stella, była dla lokalnej młodzieży po prostu „mamą”. Gdy w 1939 roku pod miasto podchodzili Sowieci, na strach sióstr odpowiadała krótko: „Gdzie pójdziemy? Do Jezusa”. Cztery lata później ta sama odwaga kazała jej wypowiedzieć słowa, które zmieniły wszystko: „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny”.

A przecież każda z sióstr, które poszły za jej głosem, miała własną opowieść:

- Jedna z nich (s. Kanuta) przed wstąpieniem do zakonu miała wyjść za mąż - rodzina przygotowywała już wesele.

- Inna (s. Sergia) mogła bezpiecznie żyć w Stanach Zjednoczonych. Wyjechała do Filadelfii, ale wewnętrzny głos nakazał jej wrócić do ojczyzny, mimo że wszyscy ostrzegali ją przed wybuchem wojny.

- Była wśród nich wykształcona córka oficera (s. Kanizja), która w świeckim ubraniu, ryzykując natychmiastowy wyrok, prowadziła tajne lekcje języka polskiego i historii.

- Obok nich żyła najmłodsza, zaledwie 26-letnia s. Boromea. Wrażliwa, źle znosząca krytykę, przeżywająca ogromne kryzysy powołania. W czasie wojny była bezpieczna w domu u rodziców. Mogła przeżyć. Jednak coś gnało ją z powrotem do wspólnoty - wróciła na kilka dni przed aresztowaniem.

W tym samym domu modliły się twarda Wielkopolanka przyzwyczajona do harówki w ogrodzie, dawna robotnica z fabryki wyrobów gumowych w Grudziądzu i schorowana na ciężki reumatyzm prosta dziewczyna z Wileńszczyzny. Jedenaście skrajnie różnych światów.

Decyzja podjęta w ciemności

Te różnice najlepiej pokazują, jak niezwykły był to cud jedności. One nie były pozbawione lęku. Przeżywały wątpliwości. Gdy 31 lipca 1943 roku szły na niemiecki komisariat, a potem spędzały noc w ciemnej piwnicy, z pewnością czuły paraliżujący strach przed tym, co przyniesie świt.

Mimo to, w chwili ostatecznej próby, wszystkie doszły do tego samego wniosku: życie drugiego człowieka - ojca rodziny, męża, syna - jest warte ceny ich własnego. Oddały życie za 120 mieszkańców Nowogródka. Nie z dumy, ale z czystej miłości do bliźniego i absolutnego zaufania Bogu.

Ich pamięć nie powinna zatrzymywać się tylko na tragicznych, ostatnich godzinach w lesie pod Batorówką. Ich największym pomnikiem jest to, że potrafiły przezwyciężyć ludzką słabość. Pokazały, że świętość nie rodzi się z braku lęku, ale z decyzji, by pomimo strachu wybrać miłość.

Inspiracją do napisania tekstu były materiały Vatican News / Sisters News Service.