XIX Niedziela zwykła
9 sierpnia 2026
Refleksja
Co byś powiedział Jezusowi, gdybyś mógł porozmawiać z Nim jak z przyjacielem? Na tak postawione pytanie studentka Agnieszka odpowiedziała w następujący sposób: "Poprosiłabym, żeby ludzie nie bali się końca świata. Chciałabym, żeby dał nam taką siłę do bycia dobrymi, żebyśmy mogli żyć bez tego strachu. Poza tym poprosiłabym o to, żeby choć trochę wstrzymał nasz codzienny pęd".
Każdy z nas posiada jakieś doświadczenie rozmowy z Bogiem, jak Agnieszka. To także doświadczenie bohaterów Pisma Świętego. Przykładem jest Eliasz, o którym mówi dzisiejsze pierwsze czytanie. Jego spotkanie z Bogiem odbyło się na górze Horeb. Prorok miał już za sobą walkę z 450 prorokami pogańskiego bożka Baala. Musiał też ratować się ucieczką na pustynię przed Izebel, żoną króla Achaba. Bóg nie pozostawił go jednak samemu sobie, ale pokrzepił wodą i pokarmem i kazał iść do Bożej Góry Toreb. Po noclegu w grocie, Bóg kazał mu wyjść na górę: "Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!". I Eliasz, "prorok jak ogień", dostrzega Boga przychodzącego w "łagodnym powiewie". Ma możliwość poznać Jego prawdziwe oblicze, pełne dobroci.
W tej przyjacielskiej bliskości może znaleźć się każdy, kto poszukuje kontaktu z Bogiem. Podobnie jak w przypadku Eliasza, Bóg pozbawia nas niewłaściwych wyobrażeń. Uczy nas tego, że Jego głos jest delikatny i subtelny. I nie można go usłyszeć, dopóki nie uciszymy swojego serca. A jakże trudno usłyszeć głos Boży w hałaśliwym, pełnym zgiełku świecie, gdzie choćby zbyt głośna muzyka przeszkadza prowadzić normalną rozmowę w sąsiednim mieszkaniu? A pierwszy krok do świętości to nic innego jak ciche zamknięcie drzwi. Czy to takie trudne, ponad ludzkie siły?
Bliskość z Bogiem odnajdujemy na modlitwie. Ważne jest, byś znalazł na nią odpowiedni czas (najlepiej rano i wieczorem), zaciszne miejsce, pozbawione zewnętrznego huku i przyjął odpowiednią postawę. Systematyczne "smakowanie" Boga i rozmowa z Nim pozwoli nam na lepsze poznanie, pokochanie i owocniejsze pójście za Nim. Wszystko po to, by stał się obecny w każdej chwili naszego życia. Byśmy odnajdowali Go we wszystkich rzeczach. Każdego dnia winniśmy wsłuchiwać się w nasze serce, by odkryć w nas działanie Boga i poznać, jakie przeszkody utrudniają nam spotkanie z Nim.
"Człowiek nie chciałby ryzykować, ale mieć pewność, chciałby wiedzieć, nie wierzyć. W tej chwili zaczyna tonąć w morzu tego świata, w wirze własnych myśli, w przepaści zwątpienia, w krążeniu wokół samego siebie. Jednak w tym ostatecznym momencie, w fazie odczucia, że jest u kresu (...) znajduje jedyne możliwe wyjście, ucieka się do ostatecznej ludzkiej możliwości - do uaktywnienia wiary. wyciąga ręce w modlitewnym geście wołając: Panie, ratuj mnie. (...) w tym momencie z jego serca znika wszelka duma i robi się w nim puste miejsce, które jedynie Pan może zapełnić" (Ferdinand Krenzer).
Niech dzisiejsza Eucharystia - to najważniejsze spotkanie całego tygodnia - zaowocuje naszym pragnieniem, by mieć czas dla Boga każdego dnia. By wierzyć, że pomimo życiowych burz, trzęsień ziemi i ognia namiętności On przychodzi w "łagodnym powiewie". Chciejmy tylko na Niego oczekiwać.
ks. Leszek Smoliński
Złota myśl tygodnia
Maryja, wzniosła Córa Syjonu, pomaga wszystkim swoim synom, gdziekolwiek i w jakichkolwiek warunkach żyjącym, aby w Chrystusie znajdowali drogę do domu Ojca.
św. Jan Paweł II
Patron tygodnia - 10 sierpnia
św. Filomena, męczennica
Filomena przez ponad 150 lat należała do najbardziej czczonych świętych. Jej kult został zapoczątkowany w oparciu o znalezisko. W czasie wykopalisk prowadzonych w Katakumbach Pryscyli w Rzymie 25 maja 1802 r. odnaleziono grób z ceramiczną tabliczką, na której znajdowały się symbole strzały, palmy, lilii, bicza oraz napis Pax tecum, Filemena. Wyciągnięto wniosek, że w miejscu tym pochowana została męczennica nosząca imię Filomena. Proboszcz parafii w Mugnano w diecezji Nola w Kampanii przeniósł 10 sierpnia 1805 r. odnalezione szczątki do Mugnano, miasta położonego na wzgórzu niedaleko Neapolu. Temu wydarzeniu towarzyszyły liczne cuda. Od tego dnia zaczął rozwijać się silny kult Filomeny, który wkrótce rozprzestrzenił się po świecie i został powiązany z legendą o rzymskiej męczennicy. W latach 1824-1836 wstawiennictwu św. Filomeny przypisywano wiele nagłych uzdrowień. Papież Grzegorz XVI zaaprobował Mszę i oficjum ku czci Świętej. Również kolejni papieże pozytywnie odnosili się do kultu św. Filomeny. Dopiero w roku 1961 Kościół katolicki zniósł święto Filomeny, chociaż do dziś jej kult jest dość żywy, szczególnie w Mugnano.
Sama zaś legenda mówi, że ojciec Filomeny był greckim królem, który nawrócił się na chrześcijaństwo. Gdy w III wieku wybuchły prześladowania za Dioklecjana, król ze swoją córką udali się do Rzymu, by pertraktować z cesarzem. Władca, oczarowany pięknością dziewczyny, chciał pojąć ją za żonę. Filomena wyjaśniła mu jednak, że jest już poślubiona Chrystusowi. Rozzłoszczony odmową Dioklecjan rozkazał uwięzić młodą chrześcijankę i torturować ją, a na koniec z kotwicą przywiązaną do szyi wrzucić do Tybru, gdzie strzelano do niej z łuku. Ponieważ Filomena przeżyła, a co więcej nie odniosła żadnych ran, cesarz zarządził jej ścięcie, co miało nastąpić około 303 roku.
Została formalnie kanonizowana po długim i dojrzałym rozważeniu oraz po zbadanym i potwierdzonym uzdrowieniu bł. Pauliny Jaricot (założycielki Krzewienia Wiary i Żywego Różańca) przez papieża Grzegorza XVI.
Opowiadanie
Zagubiona

Pewnego dnia z jednego z domów wyszła Marysia. Dziewczynka chciała odwiedzić swoich krewnych. Była przekonana, że zna drogę , ale kiedy nadeszła noc zgubiła się wśród ścieżek. Krążyła tam i z powrotem. W końcu zaczęła głośno szlochać. Była całkiem sama, nikt nie słyszał jej płaczu.
Wtedy Marysia przypomniała sobie o Matce Bożej i zaczęła odmawiać modlitwę Zdrowaś Maryja. A kiedy wypowiadała słowa "módl się za nami", usłyszała dźwięki dzwonu. Dziewczynka podążyła za nimi, a idąc wąskimi dróżkami, dotarła do bazyliki Matki Bożej Większej, a stąd traiła do domu.
Wiele lat temu rzymska bazylika Matki Bożej Większej była otoczona przez wioski. Dźwięk jej dzwonów, zwłaszcza wieczorem docierał bardzo daleko i zapraszał do modlitwy wszystkich nawet z odległych domów.
Od tego czasu każdej nocy o godzinie pierwszej dzwon z wieży bije przez kilka minut, a mieszkańcy nazywają go Sperduta (po włosku zagubiona), gdyż przypomina zagubioną dziewczynkę. Bije dla wszystkich zagubionych i szukających pomocy.
Wspomnienia o biskupie Franciszku Jopie z publikacji wydanej z okazji 40. rocznicy jego śmierci (Opole 2016) - cz. 5
4. Kapłaństwo według Serca Bożego
Biskupa Jopa cechowała głęboka pobożność, a była to pobożność eucharystyczna i maryjna. Był wielkim czcicielem Matki naszego Pana. Bardzo często (zawsze w każdą sobotę) odwiedzał katedrę i klękał przed obrazem Matki Bożej Opolskiej, wówczas jeszcze niekoronowanej papieskimi koronami. Z pewnością gdyby dożył tego momentu, radość jego byłaby ogromna.
Biskup Jop był człowiekiem cichym, pokornego serca, choć przy tym niezwykle stanowczym. Ta ostatnia cecha charakteru mogła się wydawać niektórym uciążliwą. Ale to ona właśnie twórczo i pozytywnie "zarażała", bo wspierała wszystkich, zaś "trzciny nadłamane" wyprostowywała. Z władzami "nie lubił draki", choć niektórzy jego współbracia w biskupstwie "lubili ją", gdy prowadzić musieli liczne i przykre utarczki w bardzo trudnym minionym okresie. On tego nie lubił, bo preferował raczej cichą, spokojną, choć zdecydowaną i bezkompromisową perswazję, jednak bez spektakularności.
Wielką wagę przywiązywał biskup Jop do świętości kapłańskiej i o nią zabiegał. W jego oczach kapłan to przede wszystkim osoba duchowna. Taki też obraz kapłana usiłował przedstawiać wspólnocie Ludu Bożego. O konieczności dążenia do świętości często przypominał, zwłaszcza przy święceniach kapłańskich. Także nam, jako pierwszym przez niego święconym kapłanom na Śląsku Opolskim, ich udzielał.
Biskup Franciszek Jop podziwiany był za dobre serce. Pozwolę sobie przytoczyć fragment mowy pogrzebowej późniejszego Papieża, który jeszcze jako kardynał i metropolita krakowski brał udział w pogrzebie naszego Biskupa, a było to wieczorem 23 września 1976 r. W opolskiej katedrze powiedział: "Czyż my, którzy patrzyliśmy na niego, nie czuliśmy, że jest to człowiek w jakiś szczególny sposób przygarnięty do Bożego Serca?" Nie ma chyba wspanialszego określenia dla kapłana, jak stwierdzenie, że namacalnie można było odczuć, widzieć i dotknąć tego w pewien sposób, że jest się "przygarnięty do Serca Bożego"!
Abp Alfons Nossol