16. Niedziela Zwykła - 18 lipca 2021

18 lipca 2021

Refleksja

Słyszymy coraz częściej, że świat ogarnia kult rozrywki, wypoczynki, poszukiwania zabawy; z drugiej strony widać także różne formy pracoholizmu. Wielu ludzi tak bardzo związanych jest ze swoją pracą, że nie potrafi się od niej oderwać nawet w chwilach odpoczynku. Osobami prowadzące aktywny tryb życia niejednokrotnie opowiadają, że nawet wtedy, gdy siadają przed telewizorem i próbują obejrzeć ciekawy serial czy dobry program popularnonaukowy, nie potrafią się skupić na tym, co widnieje na ekranie. "Żeby nie tracić czasu" w międzyczasie szukają jakiegoś dodatkowego zajęcia: przeglądają gazetę w oczekiwaniu na bardziej wartką akcję, dzwonią do znajomych, których dawno nie widzieli i wykonują wiele innych czynności, które z jednej strony pozwalają spoglądać kątem oka na ekran telewizora, z drugiej natomiast dają jeszcze odczucie, że przy okazji zrobiło się coś pożytecznego.

Gdy słuchamy dzisiaj słów Chrystusa, który zwraca się do apostołów i mówi: "Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco", warto sobie uświadomić, że nawet najpotrzebniejsze i najświętsze zadania, których się podejmujemy, nie są czymś absolutnym. Czegokolwiek byśmy się w życiu nie podejmowali, nie wolno nam zapomnieć, że potrzebujemy także odpoczynku - czasu odosobnienia, wyjścia na miejsce pustynne, gdzie nie da się już niczego załatwić, dopracować czy dopiąć na ostatni guzik. Kiedy zaczyna nam się wydawać, że jesteśmy niezastąpieni i bez naszego udziału wszystko stanie w miejscu, to najlepszy czas, bo się zatrzymać i nabrać dystansu do własnych zajęć.

"Pójdźcie wy sami osobno" - niech dzisiejsza Ewangelia pomoże nam uświadomić, że człowiek służy innym nie tylko wtedy, gdy robi coś konkretnie i wymiernie, ale także wtedy, gdy znajduje czas dla siebie samego. Im więcej jest w naszym życiu zaangażowania i zabiegania wokół pracy i spraw, które każdego dnia trzeba załatwić, tym więcej musi być chwil zatrzymania, aby odnowić ducha.

ks. Dariusz Madejczyk

Złota myśl tygodnia

Kiedy czujesz, że nie masz czasu na odpoczynek, pamiętaj, że to ten moment, kiedy musisz znaleźć czas na odpoczynek (Matt Haig)

Na wesoło

Motocyklista pędzi ponad 200 km/h. Nagle potrąca małego wróbla. Zawozi go do domu, daje mu klatkę, jedzenie i picie.

Rano ptaszek odzyskuje przytomność. Rozgląda się dookoła i widzi kraty, wodę i jedzenie.

- Rety chyba zabiłem motocyklistę


Byłem w zoo - mówi kolega do Jasia.

- Naprawdę? A ile lat? - pyta Jaś.

Patron tygodnia - bł. Maria Mercedes Prat, dziewica i męczennica - 24 lipca

Maria urodziła się 6 marca 1880 r. w Barcelonie, w rodzinie religijnej, która oprócz niej dała Kościołowi także brata - kapłana. Uczyła się u sióstr terezjanek. W wieku 15 lat straciła ojca, rok później matkę. Od młodości interesowała się sztukami pięknymi, była ponadto katechetką w tzw. szkole niedzielnej.

W roku 1905 wstąpiła w Tortosie do terezjanek. Po nowicjacie pracowała w rozmaitych placówkach zgromadzenia. W roku 1915 mianowano ją konsultorką prowincji. Była równocześnie sekretarką przełożonej generalnej i asystentką junioratu.

Wojna domowa zastała ją w San Gervasio. Początkowo siostry znalazły schronienie w prywatnym domu. 22 lipca 1936 r. Mercedes wspólnie z siostrą Joaquiną Miguelą udała się do domu innej z sióstr. W drodze rozpoznano je jako zakonnice. Zamknięto je zaraz razem z innymi. Maltretowano potem w rozmaity sposób i straszono nagłym rozstrzelaniem. W nocy z 22 na 23 lipca obydwie wyprowadzono w końcu na drogę i tam Mercedes została śmiertelnie zraniona. Żyła jeszcze przez parę godzin, cierpiąc i recytując Modlitwę Pańską, Credo i akty strzeliste. Westchnienia te zwróciły uwagę innych milicjantów, którzy zajęli opuszczony posterunek. Do Mercedes strzelono po raz wtóry.

Zmarła z upływu krwi, modląc się i wyrażając przebaczenie. Joaquina Miguela, która także została postrzelona, ale zdołała przeżyć, stała się później koronnym świadkiem w staraniach o beatyfikację Mercedes. Dokonał jej 29 kwietnia 1990 r. papież Jan Paweł II.

Opowiadanie

(Nie)potrzebna lampa

Pewien człowiek codziennie zstępował do wnętrza ziemi, gdzie wydobywał sól. Zawsze zabierał ze sobą kilof i lampę. Któregoś wieczoru, gdy wracał już na powierzchnię, w krętym i niewygodnym chodniku kopalni lampa wypadła mu z ręki i rozbiła się o skałę.

Początkowo górnik był nawet z tego bardzo zadowolony:

- Wreszcie! Miałem już jej dosyć. Musiałem zawsze nosić ją ze sobą, uważać, gdzie ją stawiam, myśleć o niej nawet w czasie pracy. Teraz mam jeden kłopot mniej. Czuję się bardziej wolny! A poza tym... chodzę tędy od tylu lat i na pewno się tutaj nie zgubię!

Jednak bardzo prędko zabłądził. W ciemności wszystko wyglądało inaczej. Zrobił kilka kroków, lecz boleśnie uderzył się o ścianę. Zdziwił się: czyżby to nie był ten sam chodnik? Jakże mógł zgubić się tak szybko? Spróbował zawrócić, lecz dotarł do brzegu jeziorka, w którym zbierały się spływające wody.

- Nie jest zbyt głębokie - pomyślał - lecz jeśli tam wejdę, teraz, w ciemności na pewno tu utonę.

Rzucił się na ziemię i zaczął iść na kolanach. Pokaleczył sobie dłonie i nogi. Łzy napłynęły mu do oczu, gdy spostrzegł, że w gruncie rzeczy udało mu się posunąć do przodu jedynie o kilka metrów i że nadal znajduje się właściwie w punkcie wyjścia.

Nagle zatęsknił za swoją lampą. Upokorzony czekał, aż ktoś zejdzie na dół, by zacząć go szukać i wyprowadzi stąd, oświetlając drogę ogarkiem świecy.

"Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce.

Przystępność Twoich słów oświeca i naucza niedoświadczonych" (Ps 119,105.130).

Nauczanie papieskie o Eucharystii

"Nigdy nie przestawajcie nakłaniać waszych wiernych, by przystępując do Eucharystycznego misterium, uczyli się sprawę Kościoła uważać za własną, nieprzerwanie błagać Boga i składać siebie w miłej ofierze Panu za pokój i jedność Kościoła i by wszyscy synowie Kościoła stanowili jedno i byli jednomyślni, żeby nie było między nim rozłamów, lecz żeby byli doskonale jednego ducha i jednej myśli, jak to poleca Apostoł" (św. Paweł VI).