Niedziela Chrztu Pańskiego 9 stycznia 2022 r.

9 stycznia 2022

Refleksja

Liturgia Niedzieli Chrztu Pańskiego pozwala nam zobaczyć więcej z tajemnicy Chrystusa, niż było dane ujrzeć pasterzom i mędrcom w Betlejem. Oni ujrzeli niemowlę leżące w żłobie. Było im powiedziane, że to Zbawiciel, Mesjasz Pan. My zaś słyszymy dziś treści, które odsłaniają wspaniałość osoby i misji Narodzonego w Betlejem.

Centralne orędzie zawarte jest w opisie chrztu Jezusa w wodach Jordanu. Poprzedza je komentarz Ewangelisty Łukasza wyświetlający okoliczności wydarzenia. Dowiadujemy się, że stało się to wówczas, gdy lud izraelski z wielkim napięciem wyczekiwał Mesjasza. Snuto nawet domysły, czy nie jest nim Jan Chrzciciel. Cały lud przystępował do chrztu Janowego, a on zapowiadał: "Idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów [tzn. któremu nie jestem godzien być sługą]. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem". Tak Jan Chrzciciel wskazuje nam na niezwykłą godność Mesjasza i konkretnie określa Jego misję, wyraźnie przewyższającą dzieło, którego on dokonywał. Jezus pojawił się jednak zupełnie niepostrzeżenie. Nie rozpoznano Go. Łukasz przekazuje: "Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest". To znaczy, że tak jak wcześniej w Betlejem, tak i teraz nad Jordanem, Jezus niczym się nie różni od nas w zewnętrznym wyglądzie i sposobie bycia. Dlatego bez Bożego objawienia nie sposób rozpoznać Jego niezwykłą, boską godność i zbawczy charakter Jego misji. Trzeba więc Bogu bardzo dziękować za to, co nam zostało objawione i przekazane: "A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Jezusa w postaci cielesnej, niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie»". W ten sposób po chrzcie w Jordanie Bóg uroczyście ogłosił, że Chrystus, na którego zstąpił Duch Święty, jest Jego umiłowanym Synem. Tak objawiona jest nam równocześnie tajemnica Bożego Synostwa i tajemnica namaszczenia Jezusa Duchem Świętym.

U początku nowego roku, gdy zamykamy okres Bożego Narodzenia, trzeba się nam rozradować, aby zobaczyć w Jezusie więcej niż gwiazdę przewodnią swego życia. Przecież w Panu Jezusie jest nam dany nie tylko ideał życia, w którym Bóg znajduje upodobanie. Od dnia chrztu Jezus żyje w nas i jest naszym życiem. On jest źródłem Bożego życia w nas i jako taki spełnieniem naszego żywota, wręcz sensem naszego życia. Jemu bez obaw życie swe możemy powierzyć! W Nim moc Bożego Ducha i Boże umiłowanie każdego z nas!

bp Andrzej Czaja

Złota myśl tygodnia

Chrześcijaninowi nie wystarcza w życiu sama teoretyczna prawda, bo wzór Jezusa Chrystusa usiłuje czynić zawsze prawdę w miłości.

abp Alfons Nossol

Na wesoło

Pewien pan pracujący w kancelarii pomylił się i wyznaczył na jedną porę ślub i pogrzeb. Proboszcz nakazuje mężczyźnie:

- Musimy teraz przesunąć o godzinę, albo jedno, albo drugie.

Pracownik kancelarii drapiąc się za uchem myśli, po czym mówi:

- Przesuńmy pogrzeb. Zmarły się już nie rozmyśli.


Proszę pana, czy jak w każda niedzielę dam na tacę sto złotych, to czy pójdę do nieba? - pyta pana pracującego w kancelarii pewna osoba mało religijna.

- Wątpię, ale zawsze warto spróbować... - odpowiada.

Patron tygodnia - św. Wilhelm z Bourges - 10 stycznia

Wilhelm z Bourges, znany także jako Wilhelm z Donjeon albo Wilhelm Wyznawca, urodził się około 1155 r. (lub 1135) na zamku w Arthel w Burgundii. Był członkiem znanej rodziny hrabiowskiej. Jego ojciec, Baldwin Donjeon, planował dla niego karierę wojskową. Oddał go na wychowanie pod opiekę wuja, Piotra Pustelnika, archidiakona w Soissons. Od wczesnej młodości Wilhelm nauczył się wystrzegać marności światowych i z gorliwością oddawał się ćwiczeniom duchowym i zdobywaniu wiedzy. Po włączeniu w stan duchowny został kanonikiem w Soissons i w Paryżu. Po pewnym czasie wstąpił do zakonu w Granimont, niedaleko Limoges. Z powodu napięć i nieporozumień pomiędzy kapłanami tego zakonu a braćmi nie mającymi święceń, opuścił go i wstąpił do cystersów. W Pontigny przyjął habit. Z czasem został opatem, najpierw w Fontaine-Jean, a potem w Chaalis.
Wilhelm miał szczególną cześć wobec Najświętszego Sakramentu; wiele czasu spędzał u stóp ołtarza. W 1200 r. duchowieństwo Bourges wybrało go na swojego arcybiskupa. Ta wiadomość go zasmuciła. Tylko dzięki poleceniu swojego przełożonego, opata Citeaux, zgodził się przyjąć tę godność. Zachował jednak regułę cysterską i nie przestał podejmować wielu wyrzeczeń, łącznie z noszeniem włosiennicy i unikaniem jedzenia mięsa.

Wielką troską otaczał ubogich, których przyjmował w swojej rezydencji, a także więźniów i chorych. Kontynuował budowę gotyckiej katedry św. Szczepana, rozpoczętą przez jego poprzednika. W 1208 r. odprawił w niej pierwszą liturgię Bożego Narodzenia.

Pragnął wziąć udział w misji wśród albigensów, jednak nie zdążył, bo ciężko zachorował. W uroczystość Objawienia, już ciężko chory, wygłosił kazanie upominając swój lud, aby wiernie przestrzegał Bożych przykazań. Potem pożegnał się ze wszystkimi i zszedł z ambony. Zmarł klęcząc i odmawiając Jutrznię 10 stycznia 1209 r. W swoim testamencie prosił, by pochować go we włosiennicy i w popiele. Świadkowie zeznali, że za życia dokonał osiemnastu cudów; kolejnych osiemnaście cudów wydarzyło się za jego przyczyną już po jego śmierci. Kanonizował go papież Honoriusz III w dniu 17 maja 1218 r. Jego relikwie były przechowywane w katedrze w Bourges do 1562 r., kiedy to hugenoci splądrowali katedrę, a relikwie św. Wilhelma spalili. Zachowały się relikwie jego ramienia w Chaalis i relikwie żebra w kościele Kolegium Nawarry w Paryżu. Święty Wilhelm jest czczony jako patron dzieci.

Opowiadanie

Trzej kamieniarze

W średniowieczu pewien człowiek uczynił ślub, że uda się jako pielgrzym do odległego sanktuarium. W danych czasach było to w zwyczaju. Po kilku dniach marszu znalazł się na dróżce, która biegła opuszczonym zboczem ogołoconego i spalonego słońcem pagórka. Przy ścieżce otwierały swe szare czeluście liczne kamieniołomy. Mężczyźni wydobywali z nich wielkie odłamy skalne, aby obrobić je potem w czworokątne bloki kamienia budowlanego. Pielgrzym zbliżył się do jednego z tych ludzi. Spojrzał na niego ze współczuciem. Kurz i pot zamazywały mu rysy twarzy, w oczach drażnionych wciąż pyłem skalnym widać było straszliwe zmęczenie. Wydawało się, że jego ręka tworzy całość z ciężkim młotem, który ciągle rytmicznie unosił się i opadał.

- Co robisz ? - zapytał pielgrzym.

- Nie widzisz? - odburknął człowiek, nie unosząc nawet głowy. - Zabijam się tą harówką.

Pielgrzym nic nie powiedział i powędrował dalej. Natrafił wkrótce na drugiego kamieniarza. Był on tak samo zmęczony i zakurzony.

- Co robisz? - spytał pielgrzym również i tego człowieka.

- Nie widzisz? Pracuję od rana do nocy, aby zapewnić byt żonie i dzieciom - odpowiedział kamieniarz.

Pielgrzym w milczeniu ruszył dalej. Doszedł prawie do szczytu wzgórza. Tam pracował trzeci kamieniarz. Był śmiertelnie zmęczony, tak jak i tamci. On także miał na twarzy warstwę kurzu i potu, ale oczy poranione odpryskami skały były dziwnie pogodne.

- Co robisz?

zapytał pielgrzym.

- Nie widzisz? - odpowiedział człowiek, uśmiechając się z dumą. - Buduję katedrę!

Ręką wskazał na dolinę, gdzie wznosiła się wielka budowla z szarego kamienia, ozdobiona kolumnami, łukami i strzelistymi iglicami wież skierowanych ku niebu.

Ty też budujesz swoją życiową katedrę...

Z nauczania pasterzy diecezji opolskiej

Żłobek, który opiewają kolędy, jest dla oka wiary właściwie krzyżem odpowiadającym wymiarom niemowlęcia, bo krzyż to niejako rozciągnięty żłobek, stosownie do wymiarów dorosłego. Jakie to dziwne: u progu przyjścia Syna Bożego na świat, jego zejścia na ziemię, stoi żłobek, a kres jego odejścia ze świata, jego historycznego opuszczenia ziemi, jest znaczony Krzyżem. Innymi słowy: na początku - stajnia, a na końcu - szubienica.

abp Alfons Nossol