XVII Niedziela Zwykła 24 lipca 2022

24 lipca 2022

Refleksja

W modlitwie dnia XVII Niedzieli Zwykłej Kościół wyraża swoje przekonanie, że bez Boga nic nie jest ani mocne, ani święte. W takiej też perspektywie zwraca się do Niego z prośbą: "spraw, Panie w swoim wielkim miłosierdziu, abyśmy pod Twymi rządami i Twoim przewodnictwem dobrze używali rzeczy przemijających i nieustannie ubiegali się o dobra wieczne". Pytane, jakie samorzutnie się rodzi brzmi JAK? Jak tego dokonywać, jak o to zadbać w życiu? Mocną przestrogą jest nam niewątpliwie los Sodomy i Gomory, do historii których odnosi nas dzisiejsze I czytanie. Abraham oręduje za mieszkańcami Sodomy, a Bóg okazuje maksimum dobrej woli, by miasto uratować. Niestety, nie udało się, a przyczyna była właśnie taka: jej mieszkańcy źle używali rzeczy przemijających i nie ubiegali się o dobra wieczne. Wskutek tego miasto było tak bardzo toksyczne dla rozwoju człowieka, że nie znalazło się w nim nawet dziesięciu sprawiedliwych.

My mamy Orędownika o wiele bardziej potężnego od Abrahama. Jak mówi św. Jan - prawdziwego Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa Sprawiedliwego, a Bóg przezeń objawił, że zrobi wszystko dla naszego ratunku (bo Syna swego nie zawahał się dać dla naszego zbawienia). Trzeba nam jednak dobrze używać rzeczy przemijających i nieustannie ubiegać się o dobra wieczne - a my, współcześni chrześcijanie, mamy dziś, w dobie przerażającej konsumpcji, z tym niewątpliwie duże problemy. Powinniśmy więc tym bardziej wziąć sobie do serca wskazanie zawarte w liturgii dzisiejszej niedzieli. Matka Kościół daje nam do zrozumienia, że tylko poddając się Bożemu przewodnictwu, Bożej prawdzie, Ewangelii możemy zmóc w sobie podszepty świata, które zabijają w nas pragnienie dóbr wiecznych i coraz bardziej zanurzają w powodzi materializmu.

Św. Paweł w Liście do Kolosan zwraca nam uwagę na to, że ani świat nie jest nam zbawcą, ani my sami nie jesteśmy w stanie sobie pomóc - jedynie Bóg jest naszym Wybawicielem, Ratunkiem. On "razem z Chrystusem przywrócił nas do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami, usunął go z drogi, przygwoździwszy do Krzyża". Werset przed Ewangelią przypomina nam, że "od Boga otrzymaliśmy Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać do Boga Abba - Ojcze"! Trzeba nam mieć świadomość tego wszystkiego, co więcej, świadomość, że tak naprawdę jedynie Bóg jest naszym Dobrodziejem trzeba nam stale rozwijać, aby nie dać się zwieść i nie szukać w świecie zbawienia, albo samozbawienia na bazie własnych zdolności i stanu posiadania. Bóg jest naszym Zbawicielem i jako taki powinien być wystarczającym motywem naszych zmagań w życiu o prawdziwe dobra - nieprzemijające.

W Bogu też wsparcie w naszych staraniach o życie bez nadużywania rzeczy przemijających i w naszym ubieganiu się o dobra wieczne. Trzeba się jednak doń zwracać - co dnia i stale! - zwłaszcza słowami Modlitwy Pańskiej. Czynić to trzeba z sercem pełnym zawierzenia i ufności. A nawet - podpowiada nam Jezus, nasz Orędownik - dobrze jest wołać do Ojca ze swoistego rodzaju natręctwem. Bo kto prosi, otrzymuje - otrzymuje od Boga nade wszystko dar Ducha Świętego! - pewnego Przewodnika na drodze do domu Ojca.

bp Andrzej Czaja

Złota myśl tygodnia

Jak w naszych, tak trudnych czasach, odgarnąć popioły zaśmiecające nasze życie i dotrzeć do pierwotnego żaru chrześcijaństwa? Odkryć na nowo wartość Słowa Bożego.

abp Alfons Nossol

Na wesoło

Mąż mówi do żony:

- Nie twierdzę, że twoja mama źle gotuje, ale zaczynam rozumieć, dlaczego twoja rodzina modli się tak długo przed obiadem.


Teściowa przyjeżdża w odwiedziny. Drzwi otwiera zięć:

- O, mamusia. A mamusia na długo?

- Na tak długo synku, aż się wam znudzę.

- To mamusia nawet nie wejdzie?

Święci z naszej ziemi

Siostra Maria Adelheidis Jadwiga Töpfer urodziła się w 1887 r. w Nysie i została ochrzczona w kościele św. Jakuba Starszego Apostoła, otrzymując imię Jadwiga. Była jedną z pięciu córek urzędnika kolejowego. Wcześnie utraciła rodziców i dwie młodsze siostry. Schronienie znalazła w Domu św. Jerzego w Nysie, gdzie zdobyła wykształcenie z zakresu gospodarstwa domowego, prac ręcznych, księgowości i muzyki. Jako młoda dziewczyna pragnęła zostać misjonarką i męczennicą. W 1907 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. Po formacji początkowej, w roku 1919 złożyła profesję wieczystą. Cztery lata pracowała w Domu św. Notburgi w Nysie; przez kolejne 28 lat jako nauczycielka w Szkole Gospodarstwa Domowego w Koźlu. W styczniu 1943 r. powróciła do Domu św. Notburgi w Nysie. Cechowały ją: sumienność, obowiązkowość i wewnętrzna radość. Szczególnie dbała o życie duchowe. Zrezygnowała z ucieczki i opiekowała się starszymi i chorymi ludźmi, którzy zostali przywiezieni do sióstr tuż przed ewakuacją mieszkańców Nysy. Dnia 25 marca 1945 r. żołnierze Armii Czerwonej zaczepiali siostry. Jeden z nich wkroczył do pokoju, gdzie wraz z podopiecznymi przebywała s. M. Adelheidis. Prowokacyjnie pokazał zakrwawioną rękę, następnie ją zastrzelił. Zginęła dlatego, że była monaszką - siostrą zakonną. Początkowo pochowano ją w pobliskim ogrodzie, a w 1946 r. przeniesiono na Cmentarz Jerozolimski.

Siostra Maria Sabina Anna Thienel urodziła się w 1909 r., w Rudziczce. Ochrzczona została w rodzinnej parafii, w kościele pw. Trójcy Świętej, otrzymując imię Anna. W 1933 roku wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. Po przeżyciu nowicjatu, w 1934 r. złożyła pierwszą profesję zakonną, a w 1944 r. śluby wieczyste.

W 1936 r. otrzymała dyplom pielęgniarki i podjęła opiekę nad starszymi osobami we Wrocławiu. W obliczu zbliżającego się frontu Armii Czerwonej wraz z podopiecznymi została ewakuowana do Lubania. Wielokrotnie prosiła Matkę Bożą, aby ochroniła jej ślubowaną Bogu czystość. Kiedy jeden z żołnierzy próbował siłą wyprowadzić ją z pokoju, uchwyciła się krzyża i współsiostry, wzywając na pomoc Matkę Bożą. Poprzez stawiany opór ochroniła swoje dziewictwo. Dnia 1 marca 1945 roku, gdy siostry modliły się na klęczkach, przez drzwi wpadł pocisk i ugodził siostrę Sabinę. Obecny tam kapłan udzielił jej rozgrzeszenia. Zmarła w wyniku odniesionych ran. Pochowano ją na cmentarzu katolickim w Lubaniu.

s. Margarita Cebula CSSE

Opowiadanie

Dwaj wędrowcy

Dwaj wędrowcy podążali trudną do przebycia górską drogą; chłostał ich lodowaty wiatr. Zaczynała się burza śnieżna. Wśród skał pogwizdywały smagane wichurą odłamki lodu. Mężczyźni z trudem posuwali się naprzód. Doskonale wiedzieli, że jeśli na czas nie dotrą do schroniska, zginą w śnieżnej zadymce. Gdy tak wędrowali zmęczeni; oślepiani przez sypiący gęsto śnieg, nad samym skrajem przepaści usłyszeli jęk. Jakiś człowiek wpadł pewnie do głębokiego wąwozu i nie mogąc się stamtąd wydostać, wzywał teraz pomocy.

Jeden z wędrowców stwierdził:

- To przeznaczenie. Ten człowiek jest skazany na śmierć. Przyspieszmy lepiej kroku, byśmy sami tu nie zginęli.

I podążył naprzód skulony, aby łatwiej mu było iść.

Natomiast drugi ulitował się nad nieszczęśnikiem i zaczął schodzić krętymi ścieżkami. Po jakimś czasie znalazł rannego mężczyznę, ułożył go sobie na ramionach i z trudem rozpoczął dalszą wędrówkę.

Powoli zapadał zmrok. Widoczność była coraz gorsza. Wędrowiec dźwigający rannego był spocony, słaniał się na nogach i już całkiem opadał z sił, gdy z oddali ujrzał światła schroniska. To dodało mu otuchy i pocieszając jak umiał dźwiganego rannego, ruszył do celu. Nagle potknął się o coś, co leżało w poprzek drogi. Spojrzał w dół i z trudem zapanował nad ogarniającym go przerażeniem: u jego stóp spoczywało ciało niedawnego towarzysza podróży. Zabił go mróz.

On sam uniknął tego losu, ponieważ utrudził się bardzo, dźwigając na ramionach rannego, którego wydostał z wąwozu. Ciało uratowanego człowieka oraz ogromny wysiłek przyczyniły się do zachowania odpowiedniej ilości ciepła, co go ocaliło.

Z nauczania pasterzy diecezji opolskiej

Lektura dobrej książki dla wielu ludzi, zwłaszcza chorych i samotnych, jest pożyteczną i dobrą formą spędzania wolnego czasu, jest towarzyszem przeżywania swojego cierpienia i samotności, niesie pociechę i pozwala duchowo uczestniczyć w bogatym świecie wartości. Dobra książka czytana przez ojca czy matkę małemu dziecku ma również w naszych czasach istotne znaczenie wychowawcze, którego nie jest w stanie zastąpić żaden najlepszy program telewizyjny czy portal internetowy. Pragnę zachęcić zwłaszcza dzieci i młodzież do czytania książek, dzięki czemu nie tylko mają możliwość ćwiczenia swoich młodych umysłów, ale również czerpania z książek wiedzy, mądrości życiowej oraz pozytywnych wzorów postępowania.

Abp Alfons Nossol