III Niedziela Zwykła - 21 stycznia 2024

21 stycznia 2024

Refleksja

Pewien człowiek, idąc ulicą, dostrzegł swojego przyjaciela, który spacerował ze swoim psem, bernardynem. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przyjaciel z pieskiem na smyczy szedł zygzakiem, od drzewka do drzewka. "Witaj, przyjacielu, dokąd idziesz?" - zagadnął. "Nie wiem, zapytaj mojego psa!" - odpowiedział tamten.

Obraz

Okazuje się, że można być właścicielem psa, ale to nie my jego, ale on nas posiada. Co oznacza zatem Pawłowe wezwanie z Pierwszego Listu do Koryntian, że mamy stawać się jak "ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali"? To znaczy nabywać tak, żeby to, co nabywamy, nie posiadło nas w niewolę. Czy nie śmieszny jest ktoś, kto kupił sobie nowy sprzęt elektroniczny, a następnie skarży się, że nie może wyjść z domu, bo musi z niego korzystać? Albo ktoś, kto kupił nowy samochód i całe dnie spędza na podziwianiu, myciu i dopieszczaniu go, a noce na pilnowaniu, by go nikt nie ukradł?

W czym tkwi owa śmieszność? W tym, że elektronika czy samochód nie są warte naszego życia. Mają służyć nam, a nie my im. Jeśli jest odwrotnie, oddalamy się od prawdziwego szczęścia. Dlaczego? Ponieważ nie znamy właściwej hierarchii wartości, traktując jako coś najważniejszego rzeczy i sprawy mało istotne. To tak, jakby ktoś chciał, żeby go odwieźć do domu, ale próbował do tego przekonać nie kierowcę taksówki, ale... oponę.

Kiedy tak spojrzymy na życie, łatwiej będzie zgodzić się na to, że dzisiejszy fragment z Pierwszego Listu do Koryntian nie jest jakimś przeżytkiem, mającym tylko zniechęcić nas do czerpania z życia jak najwięcej przyjemności. Nie chodzi o to, by zanegować wszystkie przyjemności w życiu, ale o to, by wybrać to, co jest rzeczywiście dobre, ważne, wartościowe. A kluczem do właściwego wyboru są słowa: "przemija bowiem postać tego świata". W ten sposób możemy odróżnić, co tak naprawdę jest ważne, a co nie.

Szymon, jego brat Andrzej czy Jakub, syn Zebedeusza mieli poukładane życic, mieli swoją hierarchię wartości, swój świat. Wszystko było na swoim miejscu. Ale kiedy przyszedł Jezus, wystarczyło jedno zdanie, żeby zostawili pracę, zarobki, rodzinę. Nagle stwierdzili, ze jest coś ważniejszego, coś, za co warto to wszystko oddać. Zostawili wszystko i poszli za Jezusem.

Bóg chce, byśmy wygrali swoje życie. Dlatego wtedy, kiedy tracimy właściwą hierarchię wartości, kiedy coś mniej istotnego - pieniądze, sława, władza, próżność, egoizm - zawładnie nami, warto przypomnieć sobie o tym, co najważniejsze

ks. Leszek Smoliński

Złota myśl tygodnia

Życzę wszystkim z całego serca, aby Wasza świętość nie była tym, że jesteście idealni, bez nerwów, rączki złożone. Nie - będzie się denerwować, może się nawet przekleństwo trafi. Pamiętaj tylko, żebyś wracał. Kiedy? Natychmiast. Żebyś nie mógł żyć bez Boga.

ks. Piotr Pawlukiewicz

Na wesoło

Polak dostał wielbłąda, ale nie umiał na nim jeździć. Podchodzi do Araba i pyta się jakie komendy ma wydawać. No więc Arab mówi:

Cho. - idzie wolno.

Cho, Cho. - idzie szybko.

Amen. - zatrzymuje się.

No więc Polak wsiada na wielbłąda i mówi:

Cho.

Ale po pewnym czasie wydało mu się to za wolno, więc mówi:

Cho, Cho.

Wielbłąd zaczyna biec. Polak zapomniał jak wielbłąda zatrzymać, więc zaczyna się modlić. Modli się, modli na koniec powiedział:

Amen.

Wielbłąd zatrzymał się przed wielką przepaścią.

Cho, Cho, ale byśmy wpadli!

Patron tygodnia - 23 stycznia

św. Ildefons

Ildefons pochodził prawdopodobnie ze znakomitej rodziny wizygocko-hiszpańskiej. Od młodości tęsknił za życiem oddanym Panu Bogu. Kiedy więc w domu natrafił na stanowczy sprzeciw, uciekł do pobliskiego klasztoru świętych Kosmy i Damiana w Agala (dzisiaj przedmieście Toledo). Wybrany niebawem opatem tego klasztoru, położył nacisk na karność zakonną.

Brał czynny udział w życiu Kościoła w Hiszpanii. Uczestniczył w 10 synodach, których był inspiratorem i duszą. Na jednym z nich w roku 659 przeforsował ustanowienie święta Oczekiwania Narodzenia Pana Jezusa (18 grudnia), bowiem uroczystość Zwiastowania i Poczęcia Chrystusa Pana przypadała w Wielkim Poście (25 III), co Świętemu wydawało się niezgodne z duchem liturgii. Miał ułożyć nawet do nowego święta teksty liturgiczne.

Po śmierci biskupa Toledo, św. Eugeniusza II, Ildefons został jednogłośnie wybrany na jego miejsce. Trzeba przyznać, że jego rządy nie były łatwe. Dążył do zaprowadzenia karności kościelnej, co przysporzyło mu wrogów. Występował również przeciwko swobodzie obyczajów możnych i dworu królewskiego, co również nie przymnożyło mu przyjaciół.

Rządził swoją archidiecezją przez 10 lat (657-667). Utrudzony pasterzowaniem, zasnął w Panu 23 stycznia 667 roku. Jego ciało złożono w bazylice św. Leokadii w Toledo. Kiedy jednak Arabowie zajęli to miasto, relikwie Ildefonsa przeniesiono do miasta Zamora, do kościoła św. Piotra. Następcą Ildefonsa na stolicy biskupiej w Toledo został św. Julian (+ 690). Zebrał on troskliwie wszystkie pisma, jakie zostawił jego poprzednik. Wśród nich wyróżnia się pierwszy napisany w Hiszpanii traktat mariologiczny O wieczystym dziewictwie NMP, polemizujący z Jowinianem, Helwidiuszem i z Żydami. Szczególne znaczenie dla historii katechumenatu i liturgii chrztu ma traktat Ildefonsa O poznaniu chrztu. Charakter wybitnie ascetyczny ma dziełko O drodze na pustyni. Jednakże dziełem, które zyskało mu największą sławę, to rozprawa O pismach słynnych mężów. Z jego korespondencji zachowały się jedynie dwa listy. Ponadto św. Ildefons zostawił hymny, modlitwy i teksty liturgiczne.

Opowiadanie

Przysięga

Pewien cesarz chiński wypowiedział któregoś dnia uroczystą przysięgę:

Pokonam i usunę z mojego królestwa wszystkich moich nieprzyjaciół.

Po pewnym czasie jego poddani widzieli go, jak przechadzał się po swoim królewskim ogrodzie ze swoimi wrogami, trzymając się z nimi za ręce, śmiejąc się i żartując.

Czyż - zapytał go jeden z jego dworzan - nie obiecałeś, że usuniesz ze swojego królestwa wszystkich swoich nieprzyjaciół?

A czy ich nie usunąłem? - odpowiedział. - Przemieniłem ich w moich przyjaciół!

Wierzę w Kościół - katechezy o Domu Bożym dla nas cz. 61.

U jego podstaw jest coś więcej niż zwykłe wybranie, wyznaczenie, delegacja czy ustanowienie przez wspólnotę. Tym, który powołuje, jest Bóg (por. Hbr 5,4). Kapłanem nie może być samozwaniec. Jak poświadczają wszystkie Ewangelie, Apostołowie nie zgłaszali się sami do Jezusa, ale On ich powoływał, używając kategorycznej formuły: "Pójdź za Mną!". Decyzja, tak wtedy, jak i dziś, należy do powołanego, ale wymaga również aprobaty ze strony Kościoła. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że kandydat "(...) powinien pokornie poddać swoje pragnienie autorytetowi Kościoła, na którym spoczywa odpowiedzialność i prawo wybrania kogoś do przyjęcia sakramentu święceń" (nr 1578). Nie wystarczy więc usłyszeć Chrystusowe wezwanie: "Pójdź za Mną". Powołany musi się poddać gruntownej formacji intelektualnej i duchowej w seminarium i ostatecznie Kościół orzeka o jego zdatności do przyjęcia święceń.

W ten sposób droga dojścia do przyjęcia posługi pasterza w Kościele jest w Chrystusie wielorako ugruntowana, w Jego życiu, misji, obdarowaniu i wybraństwie. On powołał i ustanowił pierwszych, którzy z Nim i przez Niego mieli działać - Dwunastu z Piotrem na czele. Przez całe wieki i dziś z grona wszystkich wiernych wybiera niektórych i obdarowuje ich szczególnym darem Ducha, aby pomagali ludowi Bożemu w wiernym i pełnym urzeczywistnianiu powszechnego kapłaństwa (por. PDV, 17), czyli realizacji potrójnej misji Chrystusa - Proroka, Kapłana i Króla.

bp Andrzej Czaja