22. Niedziela Zwykła - 29 sierpnia 2021

29 sierpnia 2021

Refleksja

Czytamy czasopisma, poznając fakty, prawdy i literaturę. Jednakże nie zsamego czytania nasza mądrość wypływa: aby zrozumieć to, co czytamy, musimy przeprowadzić analizę tekstu, popracować wyobraźnią, wczuć się i wsłuchać w tekst, aby pojąć to, co litery przed nami sygnalizują.

Jeśli zatem tekst sprawia nam trudność, to czytamy go kilkakrotnie, aby pojąć, zrozumieć i wyciągnąć z niego esencję, którą autor chciał nam przekazać. W podobny sposób powinniśmy traktować teksty Starego i Nowego Testamentu, przez które co niedzielę mówi do nas, a jednocześnie nas poucza sam Bóg.

A dzisiaj nad wyraz dobitnie Bóg mówi o Prawie, o nakazach, bowiem: "Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy Pana, Boga waszego, które na was nakładam. Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach powiedzą: Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny". Przecież jesteśmy łasi na komplementy, na pochwały, więc słowa o naszej mądrości winny nas radować.

Jednak w dalszej części dzisiejszego pouczenia otrzymujemy przestrogę, "Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste, oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie." Czyli samo słuchanie to za mało, by zrozumieć; usłyszane słowa musimy przeanalizować i - co najważniejsze - wprowadzać w czyn.

Jest jednak Ktoś, kto nas uczy, jak to robić, jak wchodzić w kolejne etapy zrozumienia i czystości nie tylko tej cielesnej, ale głównie tej właściwej - duchowej. To nasz Pan Jezus Chrystus, który mówi do nas: "Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym". Pozostaje tylko pytanie, jak to robić, aby żyć w zgodzie z naukami - ale to leży już tylko i wyłącznie w gestii naszego sumienia i zrozumienia Słowa Bożego.

Piotr Blachowski

Złota myśl tygodnia

Osoba pracująca powinna również mieć czas na odświeżenie się, przebywanie z rodziną, zabawę, czytanie, słuchanie muzyki, uprawianie sportu. Kiedy praca nie pozostawia miejsca na zdrowy wypoczynek, odpoczynek regenerujący, wówczas staje się niewolnictwem.

Papież Franciszek

Na wesoło

- Kiedy za ciebie wychodziłam, musiałam być ślepa i głucha - złości się żona.

- Widzisz kochanie z jakich przypadłości przy mnie wyzdrowiałaś - odrzekł filozoficznie mąż.


Ksiądz zgubił się w górach. Widząc bacę pyta którędy do Zakopanego.

- A za ile?

- Jak to baco za ile? Za "Bóg zapłać".

- Za "Bóg zapłać" to niech was Bóg prowadzi.

Patron tygodnia - św. Wilhelm - 2 września

Wilhelm pochodził prawdopodobnie z Anglii. Był nadwornym kapelanem króla Kanuta Wielkiego. Kiedy Kanut opanował Anglię, Wilhelm wraz z nim udał się do Danii, by tam kontynuować dzieło chrystianizacji kraju. Zastał tam ogromne zacofanie i mocno ugruntowane pogaństwo. Postanowił więc tam osiąść, podejmując wysiłek misyjny. Dzięki rekomendacji Kanuta został biskupem w Roskilde. Pewnych informacji o Wilhelmie mamy niewiele, bo jego życiorysu nikt nie napisał, a jedyne źródło do poznania jego działalności, w partiach, które go dotyczą, nie wydaje się w pełni wiarogodne. Wilhelm znalazł się w trudnej sytuacji. Po śmierci króla Kanuta władzę objął Swen (nazywany też Widłobrodym), znany z wielu wystąpień przeciwko chrześcijanom. Doprowadził on m.in. do zamordowania wielu ludzi, nie zapewniając im należnego procesu. Wyrok wykonano w jednym z kościołów. Wilhelm, narażając się wtedy królowi, oświadczył, że kto przelewa krew w miejscu świętym, nie może przystępować do sakramentów, dopóki nie odbędzie publicznej pokuty. Król, otoczony przez uzbrojonych strażników, przyszedł do katedry biskupa Wilhelma. Nieuzbrojony biskup zagrodził mu wejście do kościoła. Gdy strażnicy króla wyciągnęli miecze, Wilhelm nadstawił głowę, gotowy poświęcić swe życie w obronie wiary. Ujrzawszy to, król poprosił o przebaczenie. Od tej pory Wilhelm został jego doradcą. Swen umarł jako pierwszy. Jego ciało pierwotnie złożono w Ringsted, następnie jednak przeniesiono do katedry w Roskilde. Wilhelm wyszedł naprzeciw pochodowi żałobnemu i ujrzawszy trumnę z ciałem króla, sam osunął się na ziemię i zmarł. Działo się to około roku 1075; dokładnej daty dziennej nie znamy. Duńskie martyrologium zachowało wzmiankę o Wilhelmie pod datą 2 września. Ciała Wilhelma i Swena pochowano w katedrze w Roskilde.

Opowiadanie

Dwa niebieskie kamyczki

Dwa kamyczki wielkości kasztanów leżały sobie na brzegu strumienia. Znajdowały się tam wśród tysiąca innych kamieni, wielkich i małych, ale jednak odróżniały się od innych. Były bowiem intensywnie niebieskie. Gdy pieścił je promień słońca, błyszczały jak dwa kawałki nieba, które spadły do wody. Wiedziały doskonale, że są najpiękniejszymi kamieniami w strumyku i od rana do wieczora przechwalały się tym. Patrzyły z politowaniem na inne kamienie, które były szare, białe, prążkowane, czerwonawe, nakrapiane.

- My jesteśmy synami nieba! - krzyczały, gdy jakiś zwykły kamień zbytnio zbliżał się do nich. - Zachowajcie odpowiednią odległość! W naszych żyłach płynie niebieska krew! Nie mamy z wami nic wspólnego!

Jednym słowem kamienie te były zarozumiałe i nieznośne. Mijały dni, a one zastanawiały się, czym zostaną, gdy je ktoś odkryje. - Z pewnością oprawią nas pięknie i włączą do sznura korali, razem z innymi cennymi kamieniami - myślały.

- Znajdziemy się na białym i cienkim palcu jakiejś wielkiej damy!

- W koronie królowej Holandii!

- W spince do krawata księcia Galles...

- Czeka nas wielkie życie...

- Luksusowe hotele, podróże morskie, bale, przyjęcia...

- Pojedziemy aż do Katmandu...

Pewnego pięknego poranka, gdy promienie słońca bawiły się pianą na większych kamieniach, ręka ludzka zanurzyła się w wodzie i wydobyła dwa niebieskie kamyczki.

- Wiwat! - zakrzyknęły równocześnie. - Ruszamy!

Zostały wrzucone do tekturowego pudełka razem z innymi kolorowymi kamieniami.

- Pozostaniemy tu krótko! - powiedziały, pewne swej bezdyskusyjnej piękności.

Trwało to jednak o wiele dłużej niż myślały. Dwa kamyczki były przerzucane tu i tam, często zmieniały pudełka, często ważyły je i obmacywały szorstkie ręce. Zostały wreszcie same w pudełku.

Potem jakaś ręka wzięła je i razem z innymi kamykami rzuciła nimi o mur, na strasznie lepki podkład cementowy.

- Ej, powoli! Jesteśmy cennymi kamykami! - krzyczały. Ale dwa uderzenia młotkiem spowodował, że zagłębiły się jeszcze bardziej w cemencie.

Płakały, błagały, groziły. Nie zdało się to na nic.

Dwa niebieskie kamyczki przygwożdżono do muru. Gorycz i rozczarowanie spowodowały, że nabrały fioletowych refleksów.

- Co za głupcy, osły, niekompetentni ludzie! Nie poznali się na naszej wartości - lamentowały.

Czas płynął wolno. Dwa niebieskie kamyczki były coraz bardziej zagniewane i myślały tylko o jednym: co zrobić, by uciec. Ale nie było łatwo wyrwać się ze szponów cementu, który był nieugięty i nieprzekupny. Dwa kamyczki nie zrażały się jednak. Zaprzyjaźniły się ze strużkami wody, która od czasu do czasu spływała po nich. Gdy był pewne lojalności wody, poprosiły ją o przysługę, na której tak bardzo im zależało.

- Przedostań się pod nas i oderwij nas od tego przeklętego muru!

Woda nie kazała sobie tego powtarzać dwa razy. Jej pasją było przenikać przez mury i bardzo to ją bawiło, gdy mogła poszerzać szczeliny i rozkruszać cement... Po kilku miesiącach kamyczki już poruszały się w swym cementowym zagłębieniu.

Wreszcie pewnej zimnej i wilgotnej nocy: bach, bach!, dwa kamyczki spadły na ziemię.

- Jesteśmy wolne! - krzyknęły radośnie.

Gdy znalazły się na posadzce, spojrzały na miejsce swego poprzedniego więzienia.

Och! Światło księżyca, które wchodziło przez wielkie okno, oświetlało wspaniałą mozaikę. Tysiące kolorowych i złoconych kamyczków tworzyło postać naszego Pana. Kamyki patrzyły urzeczone pięknem Jezusa. Ale oblicze... słodkie oblicze Pana miało w sobie coś dziwnego. Wydawało się, że jest twarzą niewidomego. Jego oczom brakowało źrenic.

- Och, nie!

Dwa niebieskie kamyki zrozumiały, że one były źrenicami Jezusa. Kto wie, jakie były piękne, jak błyszczały, jak były podziwiane.

Gorzko żałowały swej pochopnej decyzji. Ale teraz było już za późno!

Rano zakrystian nadepnął na dwa kamyki, a ponieważ w cieniu i w kurzu wszystkie kamyki są jednakowe, zmiótł je i wyrzucił do kubła na śmieci.

Nauczanie papieskie o Eucharystii

Kult eucharystyczny stanowi jak gdyby duszę całego życia chrześcijańskiego. Jeśli bowiem życie chrześcijańskie wyraża się w spełnianiu największego przykazania czyli w miłości Boga i bliźniego, to miłość ta znajduje swoje źródło właśnie w tym Sakramencie, który powszechnie bywa nazywany Sakramentem miłości.

(św. Jan Paweł II).