25. Niedziela Zwykła - 20 września 2020

20 września 2020

Refleksja

Ewangeliczna przypowieść o robotnikach w winnicy, którzy o różnej porze rozpoczynając pracę taką samą otrzymali zapłatę, zawsze budziła kontrowersje. Dla jednych był to przykład społecznej niesprawiedliwości, odejście od żelaznej reguły: jaka praca, taka płaca. Dla innych - przeciwnie, był to przykład trafnego rozwiązywania trudnych kwestii społecznych, zwłaszcza bezrobocia.

Przypowieść o gospodarzu, który "wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swojej winnicy" w istocie swej nie dotyczy ani spraw społecznych, ani ekonomicznych. W każdym bądź razie nie dotyczy ekonomii ziemi, lecz nieba, a ściślej mówiąc - ekonomii zbawienia. Chodzi tu Królestwo niebieskie, do urzeczywistniania którego wezwani są wszyscy ludzie wszystkich czasów. Skoro - jak sądzili Ojcowie Kościoła - Chrystus jest "w środku czasów", to znaczy, że z każdego miejsca historii jest do Niego równie daleko i równie blisko. Nie decyduje o tym sama tylko chronologia, lecz osobista świętość i szczera wola włączenia się w zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa: "czy to przez życie, czy przez śmierć" - jak napisał Apostoł ostatniej godziny - święty Paweł.

Bóg, który jest poza czasem, daje każdemu człowiekowi szansę zbawienia, dając czas na nawrócenie. Wezwanie proroka Izajasza jest jednocześnie pokrzepiającą obietnicą: "Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu".

Aby jednak tej szansy nie przegapić, trzeba stanąć blisko Winnicy Pana, blisko Chrystusa i Jego Kościoła. Takie czekanie, czy raczej twórcze czuwanie, też jest pracą, i to ciężką. Jest to oczywiście przede wszystkim praca wewnętrzna, ale przecież od wewnątrz buduje się Królestwo niebieskie.

ks. Antoni Dunajski

Złota myśl tygodnia

Zacząć potrafi wielu, dojść do kresu niewielu (św. Hieronim).

Na wesoło

Proboszcz miał właśnie rozpocząć kazanie, kiedy ktoś podał mu karteczkę. Duchowny przeczytał i powiedział do zgromadzonych:

- Ktoś zostawił przed kościołem samochód na światłach.

Podawszy numer rejestracyjny dodał:

- Obawiam się, że akumulator nie wytrzyma do końca kazania.


Kiedy czujesz się nikomu niepotrzebny to pomyśl, że w Sosnowcu jest Biuro Informacji Turystycznej.

Patron tygodnia - św. Mateusz, apostoł i ewangelista - 21 września

Ewangeliści Marek i Łukasz nazywają Mateusza najpierw "Lewi, syn Alfeusza" (Mk 2, 14; Łk 5, 27), dopiero później z innych miejscach wymieniane jest imię Mateusz. Prawdopodobnie Chrystus powołując Lewiego nadał mu imię Mateusz.

O młodzieńczym życiu Mateusza nie wiemy nic. Spotykamy się z nim po raz pierwszy dopiero w Kafarnaum, kiedy Chrystus zastał go w komorze celnej i powołał na swojego Apostoła. Był Galilejczykiem. Jego pracą było pobieranie ceł i podatków w Kafarnaum, jednym z większych handlowych miasteczek nad jeziorem Genezaret. Być może Mateusz słuchał wcześniej mów pokutnych Jana Chrzciciela. Na wezwanie Chrystusa zostawił wszystko i poszedł za Nim. Nawrócony, zaprosił do swego domu Jezusa, Jego uczniów i swoich przyjaciół: celników i współpracowników. W czasie uczty faryzeusze zarzucili Chrystusowi, że nie przestrzega Prawa. Ten jednak wstawił się za swoimi współbiesiadnikami. Odtąd Mateusz pozostał już w gronie Dwunastu Apostołów.

Po Wniebowstąpieniu Chrystusa Mateusz przez jakiś czas pozostał w Palestynie. Apostołował wśród nawróconych z judaizmu. Dla nich też przeznaczył napisaną przez siebie księgę Ewangelii. Napisał ją między 50 a 60 rokiem, najprawdopodobniej ok. 55 r. Mateusz udał się później do pogan. Ojcowie Kościoła nie są zgodni dokąd. Wyliczają Etiopię, Pont, Persję, Syrię i Macedonię. Najbardziej prawdopodobna jest jednak Etiopia. Relikwie Mateusza miały być przewiezione ze Wschodu do Paestum (Pasidonii) w Italii. Jego ciało przewieziono do Italii w X w. Znajduje się ono obecnie w Salerno w dolnym kościele, wspaniale ozdobionym marmurami i mozaikami.

Opowiadanie

Żona doskonała

Mułła siedział w sklepie z herbatą, gdy przyszedł sąsiad, by z nim porozmawiać.

- Mułła, przygotowuję się do ożenku - powiedział - Jestem tym bardzo podekscytowany. Czy ty nigdy nie myślałeś o tym, by się ożenić?

Mułła odrzekł:

- Tak, myślałem o tym. Kiedy byłem młody, bardzo chciałem to zrobić. Chciałem znaleźć doskonałą żonę. Zacząłem podróżować, by ją znaleźć. Udałem się do Damaszku, tam znalazłem piękną kobietę, pełną wdzięku, uprzejmą i uduchowioną, ale nie znała spraw świata. Udałem się więc w dalszą podróż, do Isphahanu. Tam znalazłem kobietę zarówno uduchowioną, jak i światową, piękną pod wieloma względami, ale nie mogliśmy się porozumieć. W końcu udałem się do Kairu i po długich poszukiwaniach znalazłem ją. Była głębokiego ducha, piękna pod każdym względem, umiała zarówno znaleźć się w świecie, jak i żyć tym, co przekracza ludzki wymiar. Wiedziałem, że znalazłem doskonałą żonę. Na koniec przyjaciel zadał mu kolejne pytanie:

- Mułła powiedz, dlaczego jej nie poślubiłeś?.

- Och... - odrzekł ten kiwając głową - Również ona szukała idealnego męża.

Nauczanie papieskie o Eucharystii

"Modlitwa liturgiczna, jako nabożeństwo publiczne świętej Oblubienicy Jezusa Chrystusa, przewyższa godnością modlitwy prywatne. Ta wyższość jednak nie oznacza bynajmniej, by publiczna i prywatna służba Boża miały się ze sobą nie zgadzać, albo sobie przeczyć. Obydwie przecież ożywia jeden i ten sam duch, obydwie się zlewają i zbiegają według tych słów "wszystko i we wszystkim Chrystus" i do jednego zmierzają celu "ażeby Chrystus w nas był ukształtowany" (Pius XII).